czwartek, 2 lutego 2017

Gierki małżeńskie - wrażenia

http://planszowki.blogspot.com/2017/02/gierki-mazenskie-wrazenia.htmlJeśli czytaliście naszą relację z Festiwalu Gramy, to może pamiętacie, iż wspominaliśmy w niej o dwóch grach, które otrzymaliśmy od wydawnictwa MDR. Mimo iż był to prezent, a nie materiał do recenzji, to po zagraniu w oba tytuły postanowiliśmy wrzucić chociaż krótki opis wrażeń po kilku partiach. Zaczynamy od Gierek małżeńskich!

Wiek: 18+
Liczba graczy: 1-4 par
Czas gry: około 45-60 minut
Wydawca: MDR
Tematyka: małżeństwo, pary
Główna mechanika: kalambury, zagadki

O co chodzi?

Gierki małżeńskie to ilustrowana rysunkami Andrzeja Mleczki imprezowa gra dla par. Usiąść do niej można więc jedynie w parzystym gronie. Gierki to między innymi plansza, tabliczki i markery do rysowania oraz - najważniejsze - cztery talie kart. To one są głównym elementem zabawy i wskazują graczom zadanie do wykonania. Są to:
  • między słowami - konieczność wyjaśnienia jakiegoś hasła (słowa) partnerowi, bez wykorzystywania podanych na karcie wyrazów
  • znamy się - pytania na temat związku, przyzwyczajeń i różnych wyborów partnera
  • kalambury - hasła do narysowania na tabliczce
  • skojarzenia - rysunki, do których trzeba wypisać kilka skojarzeń.
Fotki przykładowych kart możecie zobaczyć na zdjęciach pod koniec tekstu. Niektóre z nich (oraz część pól na planszy) nakazują skorzystanie z butelki, znanej może niektórym z lat młodzieńczych. W tym przypadku zastąpiono ją kartonowym pokrętłem. Zabawie towarzyszy też klepsydra, która odmierza czas podczas wykonywania zadań.

Jak się grało?

Prosto. Zadania wyznaczone przez karty wykonywaliśmy bez większych problemów, szczególnie te dotyczące rysowania czy odgadywania skojarzeń lub słów. Niewielkie trudności sprawiały nam jedynie  tytuły filmów, ale z przysłowiami radziliśmy sobie świetnie. Jako że duża część zadań nie stanowiła wyzwania, to najbardziej przypadły nam do gustu czerwone karty z pytaniami na temat związku i tej drugiej połówki. Wydały się nam najciekawszym elementem gry i sięgaliśmy po nie z prawdziwą ochotą.

Gierki małżeńskie z jednej strony są imprezówką, z drugiej jednak mają dość mocno sprecyzowaną grupę odbiorców. Pomijam już to, że to gra dla par, ale do cieszenia się zabawą potrzeba na pewno sporo otwartości i śmiałości. Wydaje mi się, że do tytułu najlepiej siadać z bliskimi, dobrze znającymi się osobami, tak by poruszane w grze tematy nie były dla zgromadzonych przy stole niczym krępującym. Trzeba mieć świadomość, że wśród haseł w kalamburach przewijają się na przykład pozycje miłosne, a i pytania niektórym mogą wydać się zbyt intymne.


W grę z ilustracjami Andrzeja Mleczki można grać też tylko we dwoje, na drugiej stronie planszy. Ten tryb zabawy sprawdzi się u osób, dla których poruszone wyżej kwestie są nie do przeskoczenia, może pozwolić też na trochę lepsze poznanie partnera. W instrukcji wariant ten został potraktowany troszkę po macoszemu, szczególnie jeśli chodzi o przyznawanie punktacji, ale nie jest to coś, czego nie dałoby się przeskoczyć. Ciekawym pomysłem jest dorzucenie do pudełka bloczka voucherów, z których można korzystać w grze dwuosobowej. Wygrana może być więc okazją, by zmusić męża do wyprasowania czegoś, czy też ugotowania obiadu. Jedną z opcji jest też seks, co nie każdemu przypadnie do gustu, tym bardziej na określonych przez bloczek zasadach. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, by grać bez tego dodatku.

Przyznam, że książeczka z zasadami sprawiała dla mnie wrażenie trochę chaotycznej, ale może to po prostu kwestia przyzwyczajenia do długaśnych instrukcji, które często czytam. Zasady zabawy są jednak proste.

Jaki werdykt?

Gierki małżeńskie ilustracje zawdzięczają Andrzejowi Mleczce, do którego rysunków podchodzimy raczej z obojętnością. Dla fanów satyryka będzie to natomiast pewnie duża zaleta tytułu. Sama gra okazała się dla nas trochę zbyt prosta, a i w stałym gronie współgraczy nie mamy pary, z którą moglibyśmy do niej siadać. To nie pozycja dla nas. Komu może się spodobać?

Sądzę, że Gierki małżeńskie mogą być ciekawą grą dla pokolenia będącego obecnie w wieku 50-60 lat. To fajna opcja, by - na ogół - po latach małżeństwa sprawdzić swoją wiedzę o drugiej połowie, rozerwać się i spędzić razem trochę czasu. Tym bardziej, że przewijające się na kartach hasła to np. filmowe klasyki, z których część będzie bliższa starszemu, niż młodszemu pokoleniu. Drugą grupą docelową gry wydają mi się młode, niewiele grające osoby, lub też gracze mający takich znajomych. Dla nich będzie to dobry sposób na poznanie planszówek. No i pudło z grą to przecież też dość uniwersalny dodatek do ślubnego prezentu.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz